Wycieczki szkolne
Wrzesień i październik to czas szkolnych wycieczek. W organizowaniu wycieczek włącza się coraz więcej biur podróży. Czego to nie ma w katalogach? Od Wiednia, poprzez Paryż i zamki nad Loarą, po Skandynawię. Ceny – nawet grubo ponad tysiąc zł od mężczyźni i kobiety. Niemniej jednak biura dokładają gratisy, np. bezpłatne miejsca dla opiekunów. Załatwiają wszystko: od ubezpieczenia, poprzez noclegi i wyżywienie, po przewodników. Ze stuprocentową pewnością podjadą autokarem po uczniów w którekolwiek miejsce Polski. O nic nie trzeba się przejmować. Z pomocy biur podróży korzysta coraz więcej szkół. W prawie że każdej klasie znajdzie się kilkoro rodziców, którzy forsują takie rozwiązanie. Przekonują, że najlepiej wysłać dzieci do Włoch czy do Francji. Byleby wycieczka była za granicę. Jak nie do Francji, to przynajmniej do Wiednia. Rodzice w jednej z bielskich szkół wpadli na pomysł, by nie brać noclegu, wtedy będzie odrobinę taniej. Noc w autobusie, zwiedzanie Wiednia i kolejna noc w autobusie spędzona na powrocie do Polski. Nauczyciele godzą się na pomysły rodziców. Biuro załatwia wszystkie sprawy, nie muszą brać na głowę dodatkowych obowiązków, więc mają święty spokój. Znajomy nauczyciel opowiada, że efekt jest taki: wiadomo z góry, że z powodu braku pieniędzy przynajmniej kilkoro uczniów nie pojedzie na wycieczkę. Kolejna nieliczna grupa rodziców to wszyscy, dla których zapłacenie za wycieczkę nawet na koniec świata nie jest żadnym dylematem, bo mają dość pieniędzy. Oni zwykle najgłośniej krzyczą na zebraniach i forsują takie pomysły. Najwięcej jest jednak takich rodziców, których nie stać, ale przenigdy w życiu tego nie powiedzą głośno, bo się wstydzą. Będą zaciskali pasa lub wezmą kredyt, byleby ich dziecko pojechało na wycieczkę, byleby nie być gorszym od tych najbogatszych. Znajomy nauczyciel ma twardą zasadę: z pośrednictwa biur podróży nie korzysta i nie daje się zakrzyczeć rodzicom. Na początku roku w każdym momencie ich prosi, ażeby przemyśleli, jaką kwotę mogą poświęcić na szkolną wycieczkę. Większość pieniędzy wystarcza akurat na noclegi w beskidzkich schroniskach, dlatego co roku jeździ z kolejnymi klasami na kilka dni w góry.
